Moja przygoda z Oneness

Image Pięciotysięczny tłum emanujący fantastyczną energią. Wszyscy tańczą, śpiewają i tworzą w swoich głowach wizje życia, jakiego pragną.

Dynamiczna gra świateł, potężne nagłośnienie, porywająca, energetyzująca muzyka. To „Date with Destiny” Tony Robbinsa, znanego w świecie trenera rozwoju osobistego. Zaraz po jego „Unleash the Power Within”, to najbardziej widowiskowe szkolenie, w jakim uczestniczyłam.

 
I inny moment tego seminarium - zmiana nastroju, przyciemnione światła, z głośników miękko płyną subtelne, spokojne dźwięki. Robbins opowiada o Oneness University w Indiach. Właśnie tam, po wielu wcześniejszych, bezskutecznych próbach leczenia u najlepszych specjalistów, jego żona, śliczna Sage, została wreszcie uzdrowiona z dolegliwości związanej z lataniem, która uniemożliwiała im wspólne podróże. A on sam – jak mówi – doznał tam spokoju, jakiego nie czuł nigdy przedtem. To wszystko dzięki działaniu energii o niezwykłej mocy, zwanej Energią Jedności.
 
Image Po chwili piękna muzyka wprowadza nas w głęboki stan relaksu, a Tony zaprasza Diksha Givers ludzi przekazujących ową Energię Jedności. Spod przymkniętych powiek widzę, jak ubrani na biało Hindusi podchodzą do niektórych osób i przez chwilę trzymają im ręce na głowie. W pewnym momencie również przede mną staje młoda Hinduska o pięknych oczach i głębokim spojrzeniu. Kiedy kładzie dłonie na mojej głowie, przez moment czuję intensywnie płynącą energię, a potem ogarnia mnie całą poczucie nieznanej dotąd słodkiej błogości, wszechogarniającej miłości i spokoju. Przenoszę się gdzieś bardzo daleko stąd, gdzie czas i przestrzeń nie istnieją. Niechętnie wracam z powrotem - jest mi tak dobrze, jakbym po długim czasie wreszcie znalazła się w miejscu, które jest moim prawdziwym domem. To właśnie jest pierwszy raz, kiedy stykam się z Energią Jedności, popularnie zwaną w Indiach dikszą.
 
Chyba miesiąc po powrocie ze Stanów, ze szkolenia Robbinsa, moja przyjaciółka zachęca mnie do udziału w pewnych warsztatach, gdzie można doświadczyć niezwykłej energii. Na początku zupełnie nie kojarzę, że chodzi o Energię Jedności. Kiedy wreszcie uzmysławiam sobie, że to ta sama energia, której doświadczyłam na Date with Destiny, jadę do Warszawy na dwudniowy kurs. Tym razem diksza, którą dostaję, pomaga mi wejść w kontakt z zakopanymi głęboko bolesnymi emocjami - jakby „wypłukiwała” je na powierzchnię mojej świadomości. Dowiaduję się tutaj także o możliwości wyjazdu do Indii, do Uniwersytetu Jedności, na tygodniowy proces. To jedna z najszybszych decyzji w moim życiu – po prostu wiem, że mam się tam znaleźć.
 
Image I mój pierwszy pobyt w Oneness University. Potwierdza się to, co przeczuwałam - nie znalazłam się tu przez przypadek. Wizja Jedności o której mówią Ci ludzie, jest mi przecież bliska od momentu, kiedy weszłam na swoją ścieżkę rozwoju.
Niezwykła mądrość dotyka tu mojej duszy. Wiele prawd, które są tematami wykładów, znam od jakiegoś czasu, ale głównie jako wiedzę z poziomu umysłu. Teraz zaczynam czuć je całym sercem, stają się naprawdę częścią mnie. Z drugiej strony, na tym szkoleniu runie wiele moich przekonań, które towarzyszyły mi odkąd zaczęłam interesować się duchowym rozwojem. Zmieni się diametralnie moje rozumienie tego, czym jest wewnętrzny wzrost. Zacznę od teraz uczyć się zauważać i akceptować moje ciemne strony, które wyparłam wkraczając na ścieżkę rozwoju, bo nie pasowały już do mojego nowego wizerunku „uduchowionej osoby”. Z tych doświadczeń powstanie potem autorska metoda „pracy z Cieniem”.
Ten kurs staje się dla mnie niezwykłą wewnętrzna podróżą – podróżą przez śmiech i łzy, przez przeżywanie smutku i radości, cierpienia i szczęścia. Podróżą przez wglądy dotyczące powielanych przeze mnie w życiu schematów i ich źródeł. Podróżą, w której skontaktuję się z emocjami i aspektami siebie, których wcześniej nie byłam świadoma, w której odkryję i uzdrowię rany, o których na świadomym poziomie nawet nie wiedziałam.
 
Wiele zmian odbywa się dla mnie na poziomie czysto fizycznym. Często w nocy mam wrażenie, jakby energia zaczynała przedzierać się przez zablokowane do tej pory miejsca w moim ciele. Momentami bywa to bolesne, ale intuicyjnie wiem, że jest to dla mnie dobre, że mój organizm też przechodzi proces transformacji.
 
Nie sposób opisać wszystkiego, czego wtedy doświadczałam, doznań i wglądów było mnóstwo. Co jeszcze mocno utkwiło mi w pamięci?
 
Image Na pewno wizyta w Świątyni Jedności, gdzie energia jest tak cudowna, tak błoga, że trudno oddać to słowami… Kiedy zanurzam się w niej i medytuję, czuję, że mogłabym tu zostać już na zawsze.
 
Również spotkania z istotami, nazywanymi tutaj „Cosmic Beings”, które podtrzymują wysokie wibracje w świątyni… Jeszcze na kilka minut zanim pojawiają się w sali, gdzie mamy codziennie zajęcia, doznaję mocnego przypływu emanującej od nich głębokiej, czystej miłości. Łzy same płyną mi po twarzy. A kiedy dostaję od jednej z tych istot dikszę, wydarza się coś nieoczekiwanego. Najpierw otula mnie jej ciepła, miękka energia, a po chwili „kosmiczna Hinduska” zaczyna śmiać się głośno całą sobą. To zupełnie tak, jakby sama w tej chwili stała się czystą, dziecięcą radością. Jej wibracje wywołują we mnie bardzo przyjemny rezonans, jednak wtedy nawet nie przeczuwam, że i we mnie są tak głębokie pokłady radości. Dotykam ich już teraz, ale nie mam jeszcze do nich pełnego dostępu. Uzyskam go dopiero w czasie następnego pobytu w Indiach.
 
Ale do tego czasu upłynie jeszcze półtora roku. Te osiemnaście miesięcy to intensywna praca wewnętrzna – praktyczne zastosowanie nauk i ćwiczeń, które poznałam na kursie Oneness Awakening Program level 1. Uczę się przeżywania emocji, od których uciekałam przez całe życie, zyskuję coraz większą świadomość kolejnych programów, w których funkcjonuję, od niektórych stopniowo się uwalniam. Zauważam coraz częściej moje ciemne strony poprzez obserwowanie swoich reakcji w kontaktach z innymi. Kiedy cokolwiek zaczyna mnie złościć czy irytować, zapala się czerwone światełko i słyszę moją mantrę, która brzmi „Jestem tym”. Bo teraz już wiem, że każdy, kogo spotykam na swojej drodze, reprezentuje jakiś aspekt mnie samej, czy mi się to podoba, czy nie. Nie zawsze jest łatwo to zaakceptować. Ale każdy taki proces daje mi więcej wewnętrznej integralności i więcej spokoju. Mam zresztą cały czas do dyspozycji Energię Jedności, której moc jest coraz większa i cudowne wsparcie mojej przyjaciółki Dorotki. To pomaga mi przejść przez tą „emocjonalną pralkę”. Ogólnie chyba jednak trochę zaburzam wtedy równowagę w moim życiu, dążąc głównie do „rozpuszczania” wszystkich moich ładunków emocjonalnych.
 
Potem, już w Oneness University na level 2, dostanę na to potwierdzenie podczas jednej z sesji na skypie z Bhagavanem: „Zostawcie tą obsesję pozbycia się wszystkich Waszych emocjonalnych ładunków! My pomagamy Wam tutaj rozpuścić te, które przeszkadzają Wam czuć szczęście i spełnienie, które blokują Wam dostęp do Waszego potencjału. Ale wiele pozostałych zwyczajnie pozwala Wam być tym, kim jesteście i realizować się w życiu na swój wyjątkowy sposób”.
 
Ale tego jeszcze wtedy nie jestem świadoma, więc kiedy pojawia się okazja kolejnej podróży do Indii, na kurs level 2 - mam wątpliwości. Czy po tym wyjeździe też będzie tyle wewnętrznej pracy, czy znów będzie tak intensywnie? W końcu jednak jadę.
 
Image I niedługo potem już wiem, że decyzja o przyjeździe tutaj była najlepszą z możliwych. Bo na level 2 wszystko jest już inaczej - dużo łatwiej, prościej, szybciej… Zaczynam też wreszcie zbierać owoce mojej pracy.
 
Jeszcze przed kursem, w czasie kilkudniowego pobytu nad morzem niedaleko Chennai, spotykamy Rosjanki, które właśnie wracają z kursu trenerskiego. Po kilku dikszach od nich, które dostajemy na plaży, przy blasku księżyca, mam bardzo realny sen. W tym śnie mój mózg zostaje przeprogramowany, a moja wewnętrzna radość zostaje „odblokowana” – taki właśnie jest jeden z komunikatów, który pojawia się na wewnętrznym ekranie mojego umysłu. Coś ważnego rzeczywiście wydarzyło się tej nocy, bo od tego czasu coraz częściej mam „ataki” cudownego, radosnego śmiechu, płynącego z głębi mojej istoty, tak intensywne i długie, jakich nie doświadczyłam nigdy wcześniej w moim życiu.
 
A oprócz tego na Oneness Awakening Proces level 2, kolejne odkrycia, wglądy, łzy wzruszenia, stany uniesienia. I kolejna dawka mądrości, dzięki której znów wzbogacam wiedzę o sobie samej.
 
I wreszcie kurs trenerski. Prawie 400 osób z 29 krajów, które razem medytują, jedzą posiłki, tańczą, śpiewają, przekazują sobie diksze, przytulają się, przeżywają głębokie emocje i doznają niezwykłych uniesień, płaczą i śmieją się. A przede wszystkim mają jedną wspólną wizję – wizję Nowego Świata, świata przebudzonych, szczęśliwych, spełnionych ludzi. Tu widać Jedność w praktyce. To jest prawdziwe Oneness!
 
„Pamiętajcie, że my nie jesteśmy tutaj po to, żeby „produkować” świętych. Jesteśmy tu po to, żeby pomagać Wam być szczęśliwymi.” To jedno z założeń Uniwersytetu Jedności, które bardzo do mnie przemawia.
 
Image Co jeszcze się działo? Wyczekiwane przez wszystkich spotkanie na żywo z założycielem OU – Bhagavanem. Jaki jest? Nie ma nic z „wielkiego guru” – jest raczej jak przyjaciel, których służy Ci radą i pomaga, kiedy go potrzebujesz. Widzę w nim awatara i mentora, od którego emanuje wielka miłość, akceptacja i głęboka mądrość. A jednocześnie normalnego człowieka – ciepłego, serdecznego, z cudownym poczuciem humoru. I stanowczego w swojej wizji przebudzenia planety i uwolnienia ludzkości od cierpienia. „Nie czekajcie już dłużej na 2012 rok. Rok 2012 jest tutaj i teraz!” wypowiedziane z mocą słowa Bhagavana uświadamiają mi, że to rzeczywiście już się dzieje.
 
„My w Oneness University będziemy organizować kursy Oneness Awakening level 1 i 2 tylko do końca czerwca. Od tego momentu to Wy, trenerzy, będziecie inicjować ludzi w swoich krajach do przekazywania Energii Jedności. Teraz to będzie Wasze zadanie.”
 
Kiedy już mamy klarowność odnośnie programu kursów, które będziemy prowadzić w swoich krajach, następuje częściowa zmiana planów. Ale nikogo to już nie dziwi, bo tu, w Indiach, wszystko zmienia się z godziny na godzinę. Nie ma ostatecznych ustaleń. „Bhagavan właśnie zaprojektował specjalny proces, który ma przyśpieszyć przebudzenie” – dowiadujemy się od przewodników. A sam Bhagavan wyjaśnia: „Mamy już mało czasu, więc potrzebujemy teraz szybkiego działania. Dlatego na kursach, które będziecie robić, nie chodzi już tylko o inicjowanie do przekazywania Energii Jedności. Na Waszych szkoleniach macie teraz także budzić ludzi!”
 
O co właściwie chodzi z tym przebudzeniem? Jak nam wyjaśniają przewodnicy, ten stan daje wolność od wewnętrznych konfliktów i emocjonalnego cierpienia. Czujemy się wtedy dobrze ze sobą i doświadczamy życia w prostszy sposób. Nie podążamy już za „mydlanymi operami”, które nieustająco tworzy umysł, przeszkadzając nam zwyczajnie czuć się szczęśliwymi. Oczywiście dalej pojawiają się różne życiowe wyzwania, bo bez nich nie byłoby wzrostu. Jednak te lekcje nie wiążą się już dłużej z emocjonalnym cierpieniem. W tym stanie przestajemy też stopniowo czuć się oddzieleni od innych ludzi, natury i całego wszechświata.
 
Image Więc teraz, oprócz Energii Jedności, dostajemy kolejne narzędzie mające służyć przebudzeniu – proces nazwany mukti-dikszą. To bardzo intensywne przeprogramowanie umysłu, połączone z potężną energią. Przechodzimy przez ten proces dwa razy podczas naszego kursu. I rzeczywiście niektórzy doznają stanu przebudzenia. Ja sama doświadczam czegoś bardzo niezwykłego, moje ciało zostaje jakby „wyłączone”, zostaje sama świadomość i przez jakiś czas fantastycznie się tym bawię. Ale… wcale nie zostaję „przebudzona”. Więc mój umysł oczywiście stawia opór – jak mam budzić ludzi? Najpierw sama potrzebuję się przebudzić… Jeden z uczestników kursu wyraża na głos moje wątpliwości. Przewodniczka mu odpowiada: ”Nie musicie być w pełni przebudzeni, żeby budzić innych. Przebudzenie to stopniowy proces, w którym już i tak jesteście. Chodzi o to, żeby jak najwięcej ludzi z Waszych krajów mogło doświadczyć mukti-dikszy, która przyśpieszy ich własne przebudzenie ”. To na ten moment wystarczy, żeby uspokoić mój umysł.
 
Co czuję teraz, po powrocie z drugiego wyjazdu do Uniwersytetu Jedności? Przede wszystkim ogromną wdzięczność. Wdzięczność za mnóstwo chwil, kiedy doświadczam głębokiej, czystej radości, jakiej wcześniej nie znałam. Za śmiech, który rozbrzmiewa we mnie często bez żadnego powodu. Za to, że jest teraz we mnie tyle lekkości, jakbym zrzuciła z pleców kilka ton. Za to, że czuję znacznie większą łagodność w stosunku do siebie samej i do innych. Za to, że rzadziej przeżywam emocjonalne „szarpanie” i że wszystko staje się coraz prostsze, bo już nie „wkręcam się” tak jak kiedyś, w dramaty tworzone przez mój własny umysł. Za to, że wielką przyjemność sprawiają mi relacje z ludźmi i zwykłe, codzienne życie.
 
Image Czy to koniec tej podróży? Oczywiście, że nie. Ta podróż, którą nazywamy wewnętrznym wzrostem, tak naprawdę nigdy się nie kończy. Nie wiem, co wydarzy się jutro. Ale na ten moment widzę, że z każdym kolejnym krokiem coraz więcej prawd, które poznałam w Oneness University, staje się moim osobistym doświadczeniem. Z każdym kolejnym krokiem jestem coraz bardziej świadoma – świadoma siebie, swoich myśli, tricków umysłu. I z każdy kolejnym krokiem znajduję dla tego wszystkiego, co się dzieje i co jest we mnie, coraz spokojniejszą akceptację i zrozumienie.
 
A jakie są moje aktualne plany i cele? Myślę, że najistotniejszym do tej pory odkryciem, jakiego dokonałam podczas tej drogi, jest to, że najważniejszym celem życia jest… życie samo w sobie. Że świadome bycie tu i teraz, cieszenie się chwilą i podążanie za impulsami serca i duszy, prowadzą nas tam, gdzie rzeczywistość przekracza nasze najśmielsze marzenia i gdzie wreszcie możemy być tym, kim naprawdę jesteśmy.