Moje projekty
http://www.newmind.pl
http://www.wydawnictwo-newmind.pl
http://www.szkolenia.newmind.pl
http://www.centrum.newmind.pl


Strona główna arrow Polecam Ci arrow Przypowieści i metafory

Inspirujące cytaty

Nasze życie jest takim, jakim uczyniły je nasze myśli.

Marek Aureliusz

Poleć znajomym

Jeżeli zainteresowały Cię informacje prezentowane na mojej stronie, poinformuj o niej swoich znajomych. Dziękuję.
Przypowieści i metafory
Przypowieść o pompie Drukuj Wyślij znajomemu

 

Jedną z najlepszych kiedykolwiek napisanych duchowych przypowieści można zobaczyć w szklanej ramce, w sklepie na pustyni, w południowej Kalifornii. Napisano ją kiedyś resztką ołówka po obu stronach arkusza papieru pakowego, który złożono i umieszczono dla ochrony w blaszanej puszce po proszku do pieczenia. Puszka przywiązana była drutem do starej pompy studziennej, która stanowiła jedyną szansę zdobycia wody na bardzo długim i rzadko uczęszczanym szlaku przez pustynię Amargosa.

Oto, co jest tam napisane:

 

„Ta pompa działa dobrze w czerwcu 1932. Założyłem nową uszczelkę do tłoka i powinna ona przetrwać 5 lat. Ale uszczelka wysycha i pompa musi być zalewana. Pod białym kamieniem zakopałem butelkę wody, po ocienionej stronie, korkiem do góry. Jest w niej dość wody, by zalać pompę, ale pod warunkiem, że nie będziesz z niej najpierw pić. Wylej około ¼ wody z butelki, niech nasączy dobrze uszczelkę. Potem wylej resztę, nie za szybko. A potem pompuj ile sił. Dostaniesz wodę. Studnia nigdy nie wysychała. Miej wiarę. Gdy woda podniesie się do góry, napełnij butelkę i połóż z powrotem tam, gdzie ją znalazłeś, dla następnego spragnionego. Pustynny Pete

 

P.S NIE WYPIJAJ NAJPIERW WODY. Jeśli ją wypijesz, studnia w ogóle nie ruszy. Zalej nią pompę, a dostaniesz tyle wody, ile zdołasz pomieścić. A kiedy następnym razem będziesz się modlić, pamiętaj, że Bóg jest jak ta pompa. Musi zostać podlany. Oddawałem wiele razy ostatniego dziesiątaka, żeby zalać pompę moich modlitw i oddawałem ostatnie ziarna fasoli przybyszowi, mówiąc AMEN. Zawsze dostawałem odpowiedź. Wasze serca najpierw muszą stać się wytrwałe w dawaniu, zanim będziecie otrzymywać. Pete.”

Jeśli chcesz cokolwiek uzyskać, najpierw „zalej swoją pompę”. Zainwestuj swój czas, wysiłek lub pieniądze w coś, co przyniesie Ci obfitość wody. Nie odmawiaj pomocy potrzebującym i nie oszczędzaj na sobie. Każdy wkład i wydatek w dobro swoje lub innych zwróci Ci się z wielokrotnym zyskiem. Nie rzucaj się łapczywie, na pierwszą uzyskaną wodę, nie oszczędzaj jej na swoją czarną godzinę. Jeśli przeznaczysz ją na uruchomienie pompy, otrzymasz więcej, niż potrzebujesz.

Naucz się czerpać z nieskończonej obfitości studni, a potem ucz tego innych.

 
Przypowieść o rozgwiazdach Drukuj Wyślij znajomemu

Mężczyzna szedł plażą, zastanawiając się nad swoim życiem. Zawsze chciał coś zmienić w świecie, ale choćby najbardziej się starał, kończyło się to poczuciem daremności.

Nagle usłyszał głośny chrzęst i spojrzał pod nogi. Dokładnie tam, gdzie stał, i tak daleko, jak mógł sięgnąć wzrokiem w obie strony, leżały setki tysięcy maleńkich rozgwiazd wyrzuconych na brzeg przez fale oceanu.

Mężczyzna szedł dalej, rozmyślając o widocznym okrucieństwie oceanu. W końcu te rozgwiazdy nie zrobiły nic złego! A jednak przed końcem dnia będą martwe, bo leżą wyrzucone na brzeg i czekają na śmierć.

Po jakimś czasie mężczyzna natknął się na staruszkę, która stała na brzegu i wrzucała do wody wyrzucone przez fale rozgwiazdy.

Kiedy zapytał ją co robi, powiedziała, że zawsze coś chciała zmienić w świecie i uznała ten właśnie dzień za dobry moment, żeby zacząć.

Mężczyzna przeniósł wzrok na tysiące rozgwiazd, które umierały na wybrzeżu i powiedział: „Na każdą rozgwiazdę, którą wrzuca pani do morza, przypadają trzy wyrzucone na brzeg! Jakim sposobem ma to coś zmienić?”

Kobieta przez chwilę patrzyła z namysłem, po czym podniosła kolejną rozgwiazdę i cisnęła ją do wody. „Dla tej jednej to bardzo wiele zmienia” – odparła i uśmiechnęła się najpiękniejszym uśmiechem, jaki mężczyzna kiedykolwiek widział.

 
Pewna historia o specjalnych okazjach.... Drukuj Wyślij znajomemu

Mój przyjaciel otworzył szufladkę w komodzie swojej żony i wyjął z niej mały pakiecik owinięty w bibułkę.

To - powiedział - nie jest zwykłe zawiniątko.To jest Jej bielizna osobista. Wyrzucił opakowanie ukrywające zawartość i przyjrzał się jedwabnej, wykończonej koronką bieliźnie. Kupiłem jej to, kiedy pierwszy raz pojechaliśmy do Nowego Jorku 9-10 lat temu; nigdy jej nie założyła, czekała z tym na jakąś specjalną okazję... Więc dobrze - pomyślał - dzisiaj zdarzyła się ta odpowiednia okazja.

Zbliżył się do łóżka i ułożył bieliznę przy jej głowie, obok innych rzeczy. Niedługo zacznie ubierać ją do trumny. Po krótkiej chorobie wczoraj zmarła. Potem patrząc się w moja stronę powiedział: Każdy dzień który przeżywasz, jest tą specjalną okazją. Nasze okazje już minęły. Nie warto było zostawiać wszystkiego na potem.

Te słowa zapadły mi w pamięć, mam je ciągle na myśli - one zmieniły moje życie.

Teraz więcej czytam, a mniej sprzątam. Siadam na tarasie i rozkoszuję się urodą okolicy bez poczucia winy, ze nie wypieliłem ogródka. Spędzam więcej czasu z moimi bliskimi i przyjaciółmi, a mniej pracując. Zrozumiałem, że życie to ciągłość doświadczeń, które trzeba przeżywać w radości, a nie próbować je przetrwać lub ścierpieć. Już niczego nie odkładam na potem. Piję codziennie z moich antycznych, kryształowych kieliszków. Zakładam nowe ubranie na zakupy w supersamie, jeżeli tylko zdecyduję, że mam na to ochotę. Nie zachowuję moich najlepszych perfum na specjalne imprezy, tylko używam ich codziennie, kiedy pragnę poczuć je na sobie. Zdania zaczynające się od "pewnego dnia", "kiedyś" znikają z mojego słownika. Jeżeli coś jest warte zobaczenia, usłyszenia lub przeżycia, chcę to zobaczyć, usłyszeć i przeżyć teraz. Nie wiem co zrobiłaby żona mojego przyjaciela, gdyby wiedziała, że nie będzie jej tu dzisiaj miedzy nami i przyjmujemy to z taką nieświadoma lekkością. Mam nadzieję, że poszłaby z nami zjeść do restauracji chińskiej - jej ulubionej.

To te malutkie, nie zrobione rzeczy najbardziej by mnie bolały gdybym wiedział, że moje godziny są już policzone. Byłbym niepocieszony, że przestałem widywać się z moimi dobrymi przyjaciółmi odkładając to na "najbliższy czas", że nie napisałem listów, które miałem zamiar posłać już jutro. Byłbym niepocieszony i smutny, że nie mówiłem wystarczająco często moim bliskim jak bardzo ich kocham. Od już i teraz nie staram się opóźnić, przeczekać ani wstrzymać niczego, co mogłoby wprowadzić mnie w dobry humor, dać powód do radości i śmiechu, i każdego dnia powtarzam sobie, że dzień dzisiejszy jest wyjątkowy.

Każdy dzień, każda godzina, każda minuta - taka właśnie jest!

 
Przypowieść o mnichach Drukuj Wyślij znajomemu

Dwaj mnisi wędrowali przez las i natknęli się na piękną kurtyzanę stojącą na brzegu wezbranego strumienia. Ponieważ złożyli śluby czystości, młodszy mnich zignorował kobietę i szybko przeszedł przez strumień.

Zdając sobie sprawę, że piękna kobieta nie zdoła samodzielnie przejść przez strumień, starszy mnich wziął ją w ramiona i przeniósł przez strumień. Gdy dotarli na drugi brzeg, delikatnie postawił ją na ziemi. Kobieta uśmiechnęła się w podziękowaniu, a mnisi ruszyli w dalszą drogę.

Młody mnich aż się gotował, wciąż na nowo wspominając całe wydarzenie.

Jak on mógł? – ze złością pytał sam siebie. – Czy nasze śluby czystości nic dla niego nie znaczą?” Im więcej młody mnich myślał o tym, co zobaczył, tym bardziej rosła w nim złość i bulwersowała go dyskusja, którą sam ze sobą prowadził: „Gdybym ja zrobił coś takiego, zostałbym wyrzucony z zakonu. Obrzydliwe. Może nie jestem mnichem tak długo jak on, ale umiem odróżnić dobro od zła”.

Spojrzał na starego mnicha, żeby sprawdzić, czy ten przynajmniej czuje skruchę z powodu swojego postępku, ale ten wydawał się równie pogodny i spokojny jak zawsze.
Młody mnich nie mógł dłużej wytrzymać milczenia:

Jak mogłeś to zrobić? – spytał napastliwie. — Jak mogłeś w ogóle spojrzeć na tę kobietę, a co dopiero podnieść ją i trzymać? Czy nie pamiętasz o swoim ślubie czystości?

Starszy mnich spojrzał na niego zaskoczony, a potem uśmiechnął się z wielką łagodnością w oczach.

Ja już jej nie niosę, bracie. A ty?

 
Historia o studencie Drukuj Wyślij znajomemu

W dniu rekrutacji na uniwersytecie młody człowiek przygotowywał się do kontynuacji przygody z nauką, która trwała już tak długo, że wydawała się nie mieć początku i końca.

Zatopiony w myślach, z głową pełną rozważań o tym, co przed nim, zauważył starszego człowieka przed sobą dopiero wtedy, kiedy na niego wpadł.

Przepraszam, panie profesorze – powiedział młody człowiek zawstydzony.

Och, nie jestem profesorem – odparł starszy mężczyzna. – Jestem nowym studentem, tak samo jak ty.

Ale ile ma pan lat? – zapytał zaszokowany młodzieniec.

Siedemdziesiąt trzy – stwierdził starszy pan z błyskiem w oku.

I co pan studiuje? – dociekał chłopak.

Medycynę, zawsze chciałem być lekarzem i teraz… – Starszy człowiek zamilkł, jakby przypomniał sobie coś z bardzo dawnych czasów. – Teraz wreszcie mogę zrealizować swoje marzenia.

Młody człowiek wydawał się wstrząśnięty. – Proszę nie myśleć, że to brak szacunku, proszę pana, ale żeby zostać lekarzem potrzebuje pan przynajmniej siedmiu lat. Za siedem lat będzie miał pan osiemdziesiątkę!

Starszy człowiek położył rękę na ramieniu młodego i spojrzał mu prosto w oczy.
Jeśli Bóg zechce – powiedział z uśmiechem – będę miał osiemdziesiąt lat bez względu na to, czy zrealizuję swoje marzenia, czy nie.

 
Historia o chińskim wieśniaku Drukuj Wyślij znajomemu

Jest pewna bardzo stara historia o chińskim wieśniaku.

Któregoś roku pogoda była wyjątkowo dobra i zboże, które uprawiał, wyrosło zdrowe i silne, więc wszyscy sąsiedzi mówili mu, że ma szczęście, bo zbierze dobre plony. Wieśniak odpowiedział: „ Może tak, może nie, któż to wie”.

Na dzień przed rozpoczęciem żniw z równiny nadbiegło stado dzikich koni i stratowało pole rolnika. Sąsiedzi zebrali się i powiedzieli, że to wielki pech stracić tak wielkie plony. Wieśniak odparł: „ Może tak, może nie, któż to wie”.

Następnego dnia syn rolnika wyszedł z wielką liną i schwytał dzikiego ogiera oraz trzy klacze, a sąsiedzi zebrali się, by podziwiać konie i powiedzieli wieśniakowi, że ma wielkie szczęście. Ten odpowiedział „ Może tak, może nie, któż to wie”.

Rano syn rolnika zaczął ujeżdżać konie i kiedy tylko dosiadł ogiera, ten go zrzucił, chłopak upadł na ziemię i złamał nogę. Sąsiedzi wnieśli go do domu i użalali się nad wieśniakiem, mówiąc, że ma okropnego pecha, bo jego jedyny syn tak się zranił. Rolnik odparł: „ Może tak, może nie, któż to wie”.

Następnego dnia do wsi nadciągnęła armia cesarza w drodze na wielką bitwę i wszyscy zdolni do służby młodzi ludzie zostali schwytani i wcieleni do wojska. Ale nie syn wieśniaka, który miał złamaną nogę. Wszyscy sąsiedzi powiedzieli mu, że ma wielkie szczęście, gdyż jego syn uratował się przed wojskiem, a wieśniak odparł: „ Może tak, może nie, któż to wie”.

I tak dalej…

 
Przypowieść o biznesmenie i rybaku Drukuj Wyślij znajomemu

Pewnego dnia bogaty biznesmen wynajął łódź rybacką, gdyż chciał spędzić dzień na morzu i wypocząć. Słońce świeciło, a bogaty człowiek poczuł sympatię do pogodnego młodego rybaka, z którym pływał po wodach zatoki.

Młody człowieku – powiedział bogaty biznesmen, gdy wrócił z połowu. – Jeżeli tylko będziesz słuchał uważnie, mogę przekazać ci tajemnicę sukcesu.

Okej – odparł młody rybak, uśmiechnął się znad stosu ryb z porannego połowu, które czyścił.

Choć był nieco zaskoczony nonszalanckim zachowaniem młodego rybaka, biznesmen zaczął lekcję.
Po pierwsze podwój ceny. Masz dobrą, czystą łódź i wiesz, gdzie występuje obfitość ryb

Czemu miałbym to zrobić? – zapytał młody rybak, z roztargnieniem obserwując małego kraba, który bawił się przy falach przy brzegu.

Biznesmen odpowiedział, ale czuł, że rośnie w nim irytacja.
–Ponieważ wtedy będziesz mógł kupić drugą łódź i trzecią i będziesz wstanie zabrać większą liczbę turystów oraz złowić więcej ryb. Jeżeli będziesz ciężko pracował, zarobisz wystarczająco dużo, żeby kupić całą flotyllę łodzi.

Ale czemu miałabym tego chcieć? – zapytał młody rybak, kładąc się na plecach, żeby złapać delikatne promienie popołudniowego słońca.

Biznesmen był już rozwścieczony.
Ponieważ wtedy będziesz bogaty i będziesz mógł zatrudnić ludzi, którzy wykonują twoją pracę, a sam spędzisz dzień, wygrzewając się w słońcu i łowiąc ryby!

Ach – odparł młody rybak, poważnie kiwając głową. – To brzmi wspaniale!

 
Przypowieść o rybce Drukuj Wyślij znajomemu

Przepraszam panią – rzekał jedna morska ryba do drugiej – jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła pomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie, bez rezultatu.

Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz – odpowiedziała stara ryba.

To? Przecież to tylko woda… A ja szukam oceanu – odparła rozczarowana młoda ryba, odpływając, by szukać gdzie indziej.

Anthony de Mello

 
Przypowieść o myśliwym Drukuj Wyślij znajomemu

Pewien myśliwy szedł przez dżunglę. Nagle zobaczył tygrysa, ale tygrys też go zauważył.

Myśliwy biegł najszybciej jak potrafił, żeby uciec, i przewrócił się na krawędzi klifu.

Spadając, chwycił się korzenia drzewa. Zawisł na nim.

Spojrzał w górę i zobaczył, że tygrys patrzy na niego głodnym wzrokiem. Potem zobaczył, że pojawia się kolejny tygrys, który też spogląda głodnym wzrokiem.

Poczuł, że na twarz spada mu trochę ziemi. Przyjrzał się i zobaczył, że dwie myszy gryzą korzeń, którego się trzyma.

Po prawej stronie dostrzegł pszczołę wlatującą do szczeliny. Tam zobaczył pszczele gniazdo pełne miodu. Sięgnął po niego i umoczył palce w miodzie. Miód smakował wybornie.

 

© 2010 Joanna Zalech - trener NLP i rozwoju osobistego | design ©Vacat